Karmnik

Warszawa, ul. Piwna 4a
tel. 22 468 06 64

Lokal Karmnik, usytuowany na warszawskiej Starówce, chociaż wymiarów nie ma imponujących, to jednak posiada potencjał. Historia tego miejsca również nie jest banalna. Po wojnie w ruinach kamienicy mieszkała tu kobieta, która dokarmiała gołębie. Stała się ona po pewnym czasie symbolem pierwszej „robinsonki” ocalałej Warszawy. Na pamiątkę tego lokal nazywa się po prostu Karmnik.

Do Karmnika zagościło nowe menu i z tej okazji zostaliśmy zaproszeni na jego degustację. Po powitaniu przez właściciela Jacka Świgosta zostały podane przystawki.

Pierwszą z nich był kurczak na patyku i domowe chipsy. Kurczak doskonale przyprawiony, ale po zasmakowaniu pierwszego kawałka wydawał się odrobinkę suchy. Następna próba okazała się być już idealnie soczysta. Rewelacyjne okazały się domowe chipsy, które również były dobrze przyprawione i bardzo chrupiące.



Kolejną przystawką było carpaccio z buraków z minimalnie wyczuwalną nutą chrzanu i sosem z posmakiem octu stanowiło dobrze dobraną kompozycję.


Następnie podano barszcz z pierożkami, których farszem było mięso wieprzowo-wołowe. Pierożki delikatne, natomiast sam barszcz był naszym zdaniem zbyt pikantny. Mimo że dzięki temu dobrze rozgrzewał, to ostry smak był zbyt intensywny. Brakowało w nim też trochę kwasku, który by nadał lepszy ton tej potrawie.


Zaproponowano dwa dania główne do wyboru. Pierwsze wegetariańskie, tzw. Penczotto. Jest to po prostu polska wersja risotto, której podstawą jest kasza pęczak w towarzystwie grzybów, spaghetti bodajże z cukinii i plastrem parmezanu. Danie specyficzne z wyczuwalną goryczą, nie każdemu może zasmakować. Ciekawa wariacja, jednak nie każdemu może odpowiadać.


Piękną prezentacją odznaczyło się drugie główne danie – policzki wołowe z puree i fasolką. Kruche i delikatne policzki przyozdobione były dużą gałązką rozmarynu, do tego puree, wszystko otoczone sosem. Fasolka owinięta w szynkę była świetnym połączeniem zarówno wizualnym jak i smakowym. Danie warte polecenia.


Po daniu głównym nadszedł czas na deser o nazwie „Karmnik”. Pod tą nazwą krył się kogel-mogel z likierem pomarańczowym. Jego zadaniem było osłodzenie wrażeń gości. Pyszny i również bardzo słodki, więc niewielka porcja jak najbardziej była tu odpowiednia.


Miłą niespodzianką było zaserwowanie, na pożegnanie, tego w czym Karmnik również się specjalizuje, czyli drinka. Podano nam Espresso shot, czyli drink na bazie wódki, likieru kawowego i syropu cukrowego. W smaku obłędny, widać było, że zachwycił niejednego gościa. Jeden kieliszek sprawia, że nabiera się ochoty na spróbowanie kolejnych smaków.


To co zasługuje na szczególną uwagę, oprócz jedzenia i napitków, jest przemiła ekipa Karmnika, której przyjemność sprawia goszczenie i karmienie ludzi. Karmnik to miejsce skromne, ale zarazem sympatyczne i myślimy, że warto je ponownie odwiedzić.

Wnętrze Karmnika:


Wątpliwą atrakcją tego eventu był pokaz rzeźb z warzyw. Nie robiliśmy nawet zdjęć, gdyż wyglądało to trochę jak ozdoby do stołówki hotelowej na wakacjach w Egipcie.


Link do www: Karmnik

2 komentarze:

  1. wszystko wygląda bardzo smakowicie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykle apetycznie to wygląda. Szkoda, że takie małe porcje :)

    OdpowiedzUsuń