Le Victoria Brasserie Moderne

Warszawa, Królewska 11



Restauracja hotelu Victoria najczęściej kojarzy nam się sceną z Misia: „Straszne tu się chamstwo zjeżdża z całego świata. Kasza niedogotowana. Jedziemy do redakcji.“ Dlatego tym bardziej skorzystaliśmy z zaproszenia, aby sprawdzić czy coś się zmieniło.

Wnętrze restauracji Le Victoria Brasserie Moderne na pewno ewoluowało. Fantastycznie wyeksponowana industrialna i nowoczesna kuchnia trochę nie pasuje do designu sali. Bez wątpienia to wygląd kuchni robi tu dobrze.



Na stole pojawił się lekko wędzony łosoś bałtycki w stylu gravad lax z jabłkiem julienne i kremem chrzanowym (34 zł), ukryty został jednak pod szklaną kopułą. Po jej otwarciu zobaczyliśmy dosyć gęsty dym o słodkim zapachu jabłka. Gdy się ulotnił oczom naszym ukazał się wspaniały łosoś. Zapach dymu wzbogacił smak ryby. Dodatki nie przytłoczyły i nie konkurowały z bohaterem. Prawie surowe mięso rozpływało się w ustach dając prawdziwą ucztę podniebieniu.


Sanżaki (42 zł) oczywiście pyszne, danie w całości smaczne, ale dość przewidywalne . Kminowa pianka i groszek ciut za delikatne, brakowało nam odrobinę kwasowości.


Królik z Krasnystawu w musztardzie Dijon (49 zł) okazał się wybitny. Najlepszy przykład na to jak wspaniała może być tradycyjna, prosta kuchnia. Kruche mięso w aromatycznym sosie pieczeniowym z dodatkiem musztardy. Do tego delikatne purre ziemniaczane przenoszą nas na starą francuską wieś; jesteśmy wniebowzięci.


Filet z halibuta (54 zł), podobnie jak sanżaki, sam w sobie nie zaskakiwał, bo i czym? Poprawnie przygotowany wszędzie smakuje podobnie. W tym jednak wypadku petardą był wykwintny sos rakowy, który nadal temu daniu jeszcze lepsze oblicze.


Od czasów z „Misia“ zmiany są zauważalne. Wnętrze, wspaniała kuchnia, no i wyśmienita obsługa w postaci Pani Ireny, pracującej tu od zawsze, zrobiły na nas pozytywne wrażenie. Zdarzyła się tu też zabawna sytuacja, kiedy Pani Irena troszkę narzekała na młodych kelenerów. Dokładnie w tym czasie usłyszeliśmy ogromnych hałas tłuczonych, pewnie z tuzin, talerzy. Domyślacie się z czyich rąk on wypadł?

Polecamy to miejsce. Bardzo fajny wybór smacznych potraw, do tego, jak na warszawskie standardy, w naprawdę atrakcyjnych cenach. Dodatkowo, zupełnie za darmo, mamy świetną lokalizację i kosmopolityczną atmosferę hotelu Victoria.

3 komentarze:

  1. Szanowna Pani Krytyk,

    często jadam lunch w Brasserie Moderne i z moich obserwacji wynika, że młoda obsługa świetnie sobie radzi.. a tłuczenie talerzy pewnie jest spowodowane źle zaprojektowanymi drzwiami od zaplecza, które powinny mieć dwa skrzydła - wejściowe i wyjściowe, to pomogłoby uniknąć kolizyjnych sytuacji i tłuczenia talerzy.. współczuję temu młodemu zapewne w ogóle niedoświadczonemu kelnerowi, który stłukł tuzin (czy da się udźwignąć na jednej ręce 12 ichnych talerzy? ;o )

    A ichny łosoś z sosem bouillabaisse to inne danie niż ten na zdjęciu - to lekko wędzony gravad lax... to tak merytorycznie, pomijając całą masę literówek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, po kolei. Z tą młodą obsługą to był trochę żart, proszę aż tak nie brać tego do siebie;) I faktycznie stało się to przy drzwiach, więc może coś jest na rzeczy. Z łososiem to oczywisty błąd pisarski, zamieniliśmy pozycję z opisem, za to sorka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń