Jazz Bistro

Warszawa, czwartek 20 stycznia 2011, rachunek dwie osoby = 98,30 zł.

Jazz Bistro przy Pięknej 20, odwiedzamy jak włącza nam się tryb oszczędnościowy, czyli właśnie bliżej końca miesiąca :) W tych dniach doceniamy przede wszystkim rozsądne ceny, poza tym Jazz Bistro jest blisko i jest całkiem estetyczne.

Ponieważ dzień był mroźny zaczynamy od zimowych herbat:


Boscaiola

Warszawa, rachunek dwie osoby = 163 zł.

Na kolację za to udaliśmy do jednego z naszych ulubionych miejsc na Powiślu. Boscaiola, bo to o nią chodzi, usytuowana jest na Dobrej 56/66, pod numerem którym bardziej rozeznani w topografii miasta rozpoznają budynek Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego :) Boscaiola mieści się w narożniku tego obiektu, od strony Wybrzeża Kościuszkowskiego, i jest niewielkim, ale przemiłym miejscem, oczywiście z kuchnią włoską.

Zamówiliśmy imbryk herbaty, ale nie mogliśmy się też oprzeć rekomendacji obsługującej pani i do herbaty dołączyły 2 lampki bardzo przyzwoitego wina Negroamaro.

Stołowanie się zaczęliśmy od kremu z ciecierzycy (12 zł):


4 YE GOODE FOODE

Warszawa, wtorek 18 stycznia 2011, rachnek 2 osoby = 124 zł.

Tego dnia zamierzaliśmy zjeść kolację w Taste Barcelona na Kruczej, ale niestety nie zgodzili się tam na obecność pieska, małej Bezy, która jest white terierem :( Na szczęście obok, konkretnie na Kruczej 16/22, zauważyliśmy ładnie wyglądające miejsce o ciekawej nazwie 4 Ye Goode Foode :) Co więcej dostrzegliśmy przez szybę, że wewnątrz są nasi dobrzy znajomi, Robert i Pawełek, którzy konsumowali z zadowolonymi minami :) Weszliśmy i już pierwsze wrażenie było bardzo miłe:


Słodki Słony

Warszawa, rachunek 2 osoby = 72 zł.


Słodki Słony na Mokotowskiej 45 to kolejna restauracja należąca do Magdy Gessler, która słynie również z jednej z najlepszych cukierni. I prawie zawsze jest tam kolejka :(

Na szczęście oprócz ciacha i kawy można tam również zjeść coś bardziej konkretnego - i to całkiem smacznie. My, akurat dziś, wybraliśmy się na śniadanie.

Słodki Słony to przytulna restauracja o tradycyjnym ciepłym wnętrzu, troszkę jak z bajki:


Dekanta

Warszawa, czwartek 13 stycznia 2011, rachunek 2 osoby = 90 zł.

Spacerując Marszałkowską często mijaliśmy podejrzanie wyglądającą restaurację o nazwie Dekanta, mieszącą się przy numerze 55/73. Z zewnątrz nie wygląda ona zachęcająco, taki ciut lepszy Szwejk , a i nazwa kojarzy się z jednym z najgorszych imprezowych miejsc w stolicy, a myślimy tu oczywiście o Dekadzie :) Fajnie, że przed wejściem wystawiona jest karta i nie natkniemy się na niespodzianki wewnątrz.


Cotlet Club

Warszawa, wtorek 11 stycznia 2011, rachunek dwie osoby = 114 zł.

O Cotlet'cie wspominaliśmy przy okazji wizyty w Bacio, gdzie pierwotnie chcieliśmy właśnie zaliczyć Cotlet'a, ale niestety był zamknięty. Ponowna okazja trafiła się teraz :)

Cotlet Club znajduje się na ulicy Pięknej 56, a zostało nam polecone przez naszego rodzinnego stomatologa Adrianka, który często tam się stołuje i twierdzi, że jeszcze się nie zatruł ;) Wnętrze jest raczej średnie, bo ponure. Króluje czerwony skaj zanurzony w ciemnych barwach wnętrza.

Zamawiamy dwie pyszne herbaty z limonką i świeżym imbirem, które od tej pory wprowadzamy do domowego menu :) Potem, na przystawkę, tatar z łososia:


Mały Belgrad

Warszawa. 9 stycznia 2011. Rachunek 2 osoby = 90 zł.

Poniosło nas prawie poza miasto bo na Ursynów :) Znamy tam malutką, ale przyjemną bałkańską restaurację, które mieści się przy ulicy Belgradzkiej i wdzięcznie nazywa "Mały Belgrad" :) W Małym Belgradzie jest ok. 10 stolików i prawie zawsze wszystkie są zajęte, także ewentualne wizyty radzimy poprzedzać kontaktem telefonicznym.


Bacio

Warszawa, 6 stycznia 2011, rachunek 4 osoby = 244 zł.

Postanowiliśmy uczcić nowe nasze święto, dzięki któremu wolni jesteśmy od obowiązków zawodowych, i zjeść coś na mieście. Przy okazji zadzwonili znajomi (pozdrawiamy Kamyka i Violkę), u których przebawiliśmy całą wczorajszą noc, także zrobiła nas się czwórka wesołych kompanów do jedzenia :) Pierwotnie udaliśmy się do restauracji Cotlet na ul. Pięknej, ale niestety była zamknięte :( Świętowali również. Po chwili namysłu przypomniała nam się restauracja Bacio, miesząca się w okolicy, konkretnie na Wilczej 8. Na szczęścia ta była otwarta.
Pierwsze wrażenie nie do końca porywające, ale też nie zniechęcające:


Hotel Rialto

Warszawa, 01 stycznia 2011, rachunek 2 osoby = 245 zł.

Sylwestrowa noc dała nam się we znaki :) Obudziliśmy się ok. 17:00 bardzo głodni. Niestety nadal nie mamy zainstalowanej płyty kuchennej w naszym nowym mieszkaniu, więc musimy ratować się jedzeniem na mieście. Niestety, jak to w pierwszy dzień Nowego Roku, prawie wszystkie restauracje są zamknięte :( Na szczęście nieopodal, na ulicy Wilczej, znajduje się Hotel Rialto i tam właśnie się udaliśmy.

Od razu uprzedzamy, że pechowo znowu nie zabraliśmy aparatu fotograficznego więc zdjęcia musieliśmy wykonać kamerą telefonu komórkowego:( Nawet wahaliśmy się czy umieszczać tę relację, ale naprawdę szkoda byłoby ominąć to miejsce.

Jako pierwsze danie zamówiliśmy krem pomidorowy z kozim serem i tatarem z papryki. Niestety z jakiegoś powodu w pamięci telefonu nie zachowało się zdjęcie tej potrawy :( A szkoda, bo z całym przekonaniem twierdzimy, że jest to najlepszy krem jaki kiedykolwiek mieliśmy okazję próbować. Bezapelacyjnie mistrzowski w smaku i przyprawiający o rozkosz podniebienie :) Krem ten na szczęście nadal pozostał w karcie, która zmienia się dosyć często, także widać, że szef kuchni jest świadom doskonałości tej potrawy :)

Później postawiliśmy na ragout z sarny:


Przegryź

Warszawa, 2 stycznia 2011, rachunek 2 osoby = 139 zł.

Tego dnia odwiedziliśmy Przegryź.
Jest to restauracja, do której, z kilku powodów, wracamy dosyć często:

1. lokalizacja
2. atmosfera
3. jedzenie
4. dosyć przystępne ceny :)

Lokal znajduje się w centrum Warszawy, na ulicy Mokotowskiej, w pobliżu Palcu Trzech Krzyży. Czytelników, którzy nie mieli okazji tam być, poinformujemy, że współwłaścicielem jest Piotr Najsztub.

Atmosfera swobodna, trochę inteligencka, ale akurat na niezobowiązujące śniadanie, lunch, piwo lub kawę z czymś słodkim. Restaurację lubimy także za przepyszne kompoty domowej roboty, które smakują jak u babci :) Dzisiaj podawany był wiśniowy:


Pizzeria A Modo Mio

Warszawa, piątek 10 grudnia 2010, rachunek 2 osoby = 130 zł.

Dziś wybraliśmy się do pizzerii A Modo Mio, którą już dobrze znamy, a także pozostałe restauracje włoskie tych samych właścicieli de facto jest to rodzina rodem z Włoch :)

Co prawda pojechaliśmy konkretnie na pizzę, ale postanowiliśmy zacząć od zup :) Zamówiliśmy zupę serową:


Joseph's Wine Bar

Warszawa, czwartek 9 grudnia, rachunek 2 osoby = 180 zł.

Niestety kolejny raz byliśmy zmuszeni udać się do Joseph's wine bar. Niestety dlatego, gdyż nadal twierdzimy, że ceny dań są po pierwsze za wysokie, a po drugie nieadekwatne do ich wielkości. Aby urozmaicić czytelnikom bloga lekturę tym razem poprosiliśmy o inne dania.

Risotto z krewetkami i koprem włoskim:


Joseph's wine bar

Warszawa, środa 8 grudnia (rachunek 2 osoby = 290 zł!!!!)

Zgodnie z obietnicą po kilku dniach wybraliśmy się do nowego miejsca na kulinarnej mapie Warszawy, restauracji Joseph's zlokalizowanej na Żoliborzu, konkretnie w budynku dawnej fabryki przy Duchnickiej 3. Jest to bardzo interesujące miejsce gdzie znajdują się m.in. agencje reklamowe, sklepy z wyposażeniem wnętrz, punkty usługowe, galerie, pracownie oraz flagowy sklep znanej włoskiej marki mebli luksusowych Poliform.
O restauracji Joseph's wspominali już nam znajomi. określając ją jednym zdaniem: "najpierw pozytywne zaskoczenie pozycjami w karcie, następnie negatywne z powodu cen oraz wielości potraw".

My jednak niezrażeni zasiadamy do stołu :) Wystrój wnętrza interesujący, niestety pierwsze skojarzenie nasuwa się z Mielżyńskim, bo nie dość, że zlokalizowany niedaleko, to w podobnej formule czyli z częścią restauracyjną oraz oddzielnym sklepem z winami. Chcąc oddać wygląd restauracji zacytujemy samych właścicieli: "wysokie wnętrza i zachowane oryginalne architektoniczne, charakterystyczne dla starej fabryki, tworzą niespotykany klimat miejsca. Lokal o powierzchni 300m2 składa się z restauracji, wine baru, sklepu z winem oraz znajdującego się na piętrze, oddzielonego szybą private-room'u"

Przeglądamy kartę i faktycznie pozycje w niej wymienione dosyć oryginalne :) Ceny, hmm.  W międzyczasie dostajemy po lampce wina od właścicieli, jako że był to pierwszy dzień funkcjonowania lokalu :)

Na pierwszy ogień przystawki. Karinka zamawia świeże figi z wątróbką z indyka z esencją buraczaną, ja pieczony ser kozi zawijany w marynowaną cukinię. Brzmi nieźle :) Zazwyczaj w tym miejscu już pokazujemy zdjęcia, ale w tym konkretnym wypadku celowo chcemy Was potrzymać w niecierpliwości :) Powodem tego jest, wcześniej już wspomniany, rozmiar potraw :) A konkretnie wyglądały tak:

 1. świeże figi z wątróbką z indyka z esencją buraczaną


Wystąpił błąd w tym gadżecie.